ETPC – Kursa vs Polska

Szanowni Państwo,

W załączeniu przesyłam uzupełniające dokumenty, o które prosiliście Państwo w piśmie          z 01.02.2011. W szczególności przesyłam kopię wyroku SN z 15.9.2010, a także pozostałe kopie dokumentów potwierdzające jak bardzo był mój proces rażąco nierzetelny.

Wyszczególnię ponownie zarzuty przeciwko Polsce, oraz dodaję uzupełniający komentarz :

  • W każdej instancji i na każdym etapie domagałem się przesłuchania moich świadków. Żadnego mojego świadka nigdy żaden sąd nie przesłuchał.  Domagałem się przeprowadzenia dowodów, o które wnioskowałem. Nigdy żadnego dowodu nie przeprowadzono. Jednocześnie dopuszczono i przesłuchano wszystkich świadków oraz przeprowadzono wszystkie dowody o które wnosił prokurator i oskarżyciele posiłkowi.

Jest to podstawowy zarzut, jako stawiam, gdyż jest on oczywisty do dowodzenia.  Wystarczy tylko postawić pytanie sądowi, kiedy został przesłuchany chociaż jeden jedyny świadek, o których przesłuchanie stale wnosiłem – począwszy od „śledztwa”, przez mój pierwszy „proces”,  apelację, ponowiony „proces”,  kolejną apelację i obydwie rozprawy w SN.  Zawsze podnosiłem, że nigdy nie było chociaż jednego świadka obrony, ale polskie „sądy” z najwyższym włącznie nawet nigdy do tego się nie ustosunkowały !!!

  • Uniemożliwiono mi na realne zadanie moich pytań świadkom oskarżenia, jedynym obecnym na moich „procesach” – część z nich przesłuchując pod moją nieobecność.
  • Na pierwszym moim „procesie” uniemożliwiono mi nawet na złożenie moich własnych zeznań. Na drugiej rozprawie marcu 2003 sędzia Maczuga powiedział, że „wszystko już wyjaśniło śledztwo i ja nie będę zeznawał”. I faktycznie nie zeznawałem! Dlatego wnosiłem wyjaśnienia na piśmie w moim pierwszym procesie – żaden sąd nigdy się do nich nawet nie ustosunkował.
  • Co do moich licznych pism, to żaden sąd nigdy nawet nie wziął tego materiału pod uwagę – SA i SN zawsze tylko stwierdzały, że odnoszą się tylko pism mojego adwokata z urzędu, a do moich pism – jako oskarżonego „nie muszą się odnosić”.  Adwokat przydzielony mi z urzędu to był staruszek, który pierwszy i ostatni raz odwiedził mnie w wiezieniu w 2004 roku i do końca – do 2010 roku nie miałem z nim żadnego osobistego kontaktu.  W efekcie moja obrona była totalną fikcją.
  • Część rozpraw – w tym najważniejsze rozprawy w pierwszym „najważniejszym” procesie w 2004 roku (z którego procesu „ustalenia” były już do końca jedynym „materiałem dowodowym”) prowadzono pod moją nieobecność – w szczególności najważniejsze ostatnie rozprawy z 2004 roku – gdzie uniemożliwiono mi nawet na moją obecność podczas zamykania „procesu” i pozbawiono mnie możliwości wygłoszenia mojej mowy końcowej, przed skazaniem mnie na dożywocie.

Według orzecznictwa SN pozbawienie oskarżonego możliwości wygłoszenia ostatniego słowa przed wyrokiem w 2004 roku stanowi tak poważny błąd proceduralny, że proces należy powtórzyć, ale w moim przypadku wszystkie błędy były celowe. I wszystko było proceduralnie zawsze ok. w kolejnych instancjach.

  • Uniemożliwiono mi na zadnie moich pytań o konkretne kryteria i konkretne dowody na te kryteria do biegłych psychiatrów wydających opinie w moich „procesach”.
  • Protokoły z rozprawy nie odpowiadały faktycznemu przebiegowi rozprawy (szczególnie w SO). Sędzia dyktujący protokół podawał własne interpretacje – „pasujące” do skazania mnie – całkowicie inne, niż wypowiedzi, które padały na sali sądowej. Moje domaganie się zapisywania w protokole faktycznych wypowiedzi wywoływały tylko śmiech sędziego.

Pierwszy „proces”  2003 – 2004 był nagrywany przez sąd.  Protokoły nie odpowiadają prawdziwemu przebiegowi rozpraw. Stale domagałem się wydania mi kopii nagrania mojej rozprawy – co rzekomo gwarantuje mi prawo w Polsce (art. 147 § 4 kpk). Po 4 latach w dniu 26.9.2008 wydano postanowienie, że otrzymam kopię nagrania mojej rozprawy, tylko gdy wpłacę kwotę 78.706,89 zł  (wtedy ponad 20.000 Euro !!!).  A ja miałem do dyspozycji w więzieniu miesięcznie ok. 250 zł (czyli ok. 70 Euro). – kopia tego pisma SO w załączeniu.

  • Dwukrotnie wnosiłem o wyłączenie krakowskiego sądu, bo do tragedii doszło z powodu fatalnej pracy właśnie krakowskiego sądu i bezpośrednim impulsem do tragedii był skandaliczny wyrok sędzi SO w Krakowie Hanny Marii Nowickiej de Poraj (dawniej Błasiak), która w dniu 6 stycznia 2005 r. została nominowana do krakowskiego SA i absurdem było, aby sądzili mnie jej koledzy. Jednak tak się stało i „sądzili” mnie jej koledzy. Oczywiście nie było nawet mowy o sprawdzeniu tego wątku !!!
  • Dwukrotnie postanowieniami SN (w 2002 i w 2005 roku) odrzucał wniosek o wyłączenie Krakowa ten sam sędzia SN Wiesław Kozielewicz – powiązany z Uniwersytetem Jagiellońskim, nakazując, aby mój „proces” był prowadzony przez krakowski sąd – który przecież był od początku zainteresowany, aby winą obciążyć tylko mnie, a nie swoich własnych sędziów.
  • Za każdym razem – 5 razy (2 x SO, 2 x SA i 1 x SN) wnosiłem o losowanie składu sędziowskiego, co rzekomo gwarantuje mi polskie prawo karne procesowe (art. 351 § 2 kpk). Nigdy nie losowano mojego składu. W „ponowionym” procesie nie miałem adwokata od dnia 01.06.2007 do 5.11.2007 (karta 6230), chociaż polskie prawo nakazuje konieczność posiadania obrońcy w sądzie okręgowym w I instancji. Zaraz po dniu 1.6.2007 wniosłem o losowanie składu. Odmówiono mi, twierdząc, że „tylko adwokat” może taki wniosek złożyć. A ja nie miałem adwokata, który obligatoryjnie musiał od początku być mi przydzielony. W dniu 19.7.2007 – administracyjnie zmieniono mi sędziego, a ja nic nie mogłem zrobić, nawet nie wiedziałem o tym, jak łamie się prawo w moim „procesie” – aż do połowy 2009 roku. Z kolei gdy składał wnioski               o losowanie składu mój adwokat z urzędu – także nigdy nie było losowania !

Łamiąc także art. 351 § 1 kpk – za każdym razem zmieniano mi sędziego wypadającego z listy i administracyjną, arbitralną  decyzją przewodniczącego wydziału zmieniano mi tego przydzielanego mi z kolejności sędziego na najbardziej „dyspozycyjnego” i znanego z łamania procedury sędziego, jaki był chwilowo do dyspozycji. Za każdym razem dostawałem tą arbitralną decyzją administracyjną sędziego rejonowego, który dopiero co zostawał delegowany do SO ( k. 1054 i k. 6072 – w załączeniu). Pierwszy sędzia tak „dobrany”, to był SR Wojciech Maczuga – z tego samego sądu, gdzie pracowała moja żona – jako sędzia (SR Kraków  Nowa – Huta). Sędzia Maczuga znany mi był prywatnie z tegoż sądu, jako najgłupszy i zarazem skrajnie surowy sędzia (o czym wiedziałem z towarzyskich kontaktów z kolegami mojej żony – sędziami z tegoż sądu). Kolejnym arbitralnie mi dobranym sędzią w SO był zaufany rzecznik prasowy SO – sędzia rejonowy Rafał Lisak – miesiąc wcześniej delegowany do SO.

W załączeniu kopia „Listy sędziów Wydziału III Karnego” – gdzie ewidentnie widać, jak w moim przypadku mataczono zmieniając mi uczciwą sędzię okręgową Beatę Górszczyk na dyspozycyjnego karierowicza – sędziego rejonowego Rafała Lisaka – rzecznika prasowego sądu.

Poza tym argument do zmiany sędziego „obciążony referat” – nie jest w żaden sposób wystarczającym, bo taki frazes można zawsze podać.

Reguluje to postanowienie SN z 2004.11.23, sygn. V KK 195/04, OSNKW 2005/1/5,       Lex  141190  :   1. Nadmierne obciążenie sędziego (sędziów) obowiązkami służbowymi, uniemożliwiającymi rozpoznanie sprawy przed upływem terminu karalności jest „inną ważną przyczyną” (art. 351 § 1 zd. 2 k.p.k.) uzasadniającą odstępstwo od obowiązku zachowania kolejności w wyznaczaniu sędziego (sędziów) do orzekania w sprawie.

U mnie zarzuty przedawniają się po 30 latach !!!

  • Dwukrotnie wnosiłem o losowanie składu w SA – za każdym razem mi odmówiono losowania – dobierając arbitralnie skład w SA – czyli wśród kolegów sędzi Hanny Błasiak – Nowickiej.

Sąd Apelacyjny w piśmie z 13/05/2005 – odrzucił mój wniosek o losowanie składu, chociaż powinien mi był w  tej sytuacji przydzielić obrońcę z urzędu, który złożyłby mój wniosek i wezwać mnie do uzupełnienia tego braku formalnego.  Zamiast tego przysłano mi, kto „został wyznaczony”  (czyli administracyjnie dobrany do mojego procesu).  Przysłana mi  „lista sędziów” z SA – to kpina.

Proszę porównać, jak taka lista powinna wyglądać – np. lista z SO.

Kopie „listy sędziów” z krakowskiego SA – w załączeniu.

A tak stanowi prawo:

ROZPORZĄDZENIE  MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI z dnia 2 czerwca 2003 r.  w sprawie określenia szczegółowych zasad wyznaczania i losowania składu orzekającego  (Dz. U. z dnia 24 czerwca 2003 r.):

  • 1.1. Sprawy podlegające rozpoznaniu na rozprawie, wpływające do wydziałów karnych sądów pierwszej instancji i SĄDÓW ODWOŁAWCZYCH, wpisuje się niezwłocznie, w porządku chronologicznym, do właściwych repertoriów i oznacza kolejnymi numerami tych repertoriów. Data wpisu do repertorium odpowiada dacie wpływu sprawy do wydziału.
  • 2.1. W każdym z wydziałów, o których mowa w § 1 ust. 1, sporządza się, w porządku alfabetycznym, imienną listę sędziów orzekających w danym wydziale, zwaną dalej „listą sędziów”.

… 4. Listę sędziów sporządza się w dwóch egzemplarzach, z których jeden znajduje się u kierownika sekretariatu wydziału do wglądu dla stron, a drugi przechowuje przewodniczący tego wydziału.

Czyli zarówno losowanie składu, jak i obowiązek doboru sędziów chronologicznie do wpływu spraw także dotyczy sądów odwoławczych !!!   Zresztą to byłby nonsens, gdyby można było losować skład pierwszej instancji, ale już druga instancja – najważniejsza, bo wydająca prawomocny wyrok – nie może być uczciwie obsadzona !!!  Polska to faktycznie Dziki Kraj.

Kserokopie – w załączeniu.

  • Przed sprawą w SN wnosiłem o losowanie mojego składu i wyłączenie z mojego składu tego sędziego powiązanego z Uniwersytetem Jagiellońskim, który już 2 x nakazał, aby moją sprawę prowadził krakowski sąd – Wiesława Kozielewicza.  Nie losowano mojego składu w SN, a jako przewodniczącego składu i sprawozdawcę (czyli jednoosobowego decydenta) dostałem … Wiesława Kozielewicza, który wydał kuriozalny wyrok, że należy ponownie wydać sam wyrok – bez przeprowadzania jakichkolwiek dowodów w pierwszej instancji i jednocześnie Kozielewicz stwierdził, że jego dwie poprzednie decyzje o tym, aby krakowski sąd mnie sądził … były poprawne, bo krakowski sąd „prawidłowo” poprowadził mój „proces”. „Proces”, w którym nie było ani jednego mojego świadka, a moje prawo do obrony zostało w skrajny sposób złamane.

 

  • W SN jest 50 sędziów karnistów + 2 (prezesów – także karnistów). Czyli łącznie 52 sędziów mogło mnie sądzić. Prawdopodobieństwo trzykrotnego trafienia akurat na Kozielewicza = jak 1 do  ooo      (52 x 52 x 52 = 140.680).  Po prostu cały mój „proces” to jedno wielkie matactwo, krętactwo i oszustwo.

 

  • W składzie SN był sędzia Piotr Hofmański, na co dzień profesor UJ i prywatnie kolega … prof. Woleńskiego (!!!). Kilka lat temu UJ ustanowił nagrodę imienia … zastrzelonego filozofa A. Rojszczaka, jako „wyjątkowego człowieka”.  A był to człowiek, który 7 lat mnie wykańczał – aby ukraść mi cały dorobek mojego życia – moje mieszkanie.

 

  • Ostatecznie dwaj moi „biegli” zadecydowali o tak drastycznej karze (w praktyce mój wyrok, to kara śmierci na raty w więzieniu). Ci „biegli”, to doc. Heitzman i prof. Gierowski z … Uniwersytetu Jagiellońskiego,  koledzy prof. Jana Woleńskiego z UJ, który był przyjacielem i patronem zastrzelonego filozofa Rojszczaka.  Ci biegli, jak i wszyscy pozostali „biegli” wydali swoje „opinie” (każda całkowicie inna i wzajemnie się wykluczająca) bez jakichkolwiek obowiązujących od 1992 roku w Polsce i Europie kryteriów diagnostycznych ICD – 10.  Zresztą we wszystkich publikowanych także w prasie ich innych „opiniach” ci dwaj oszuści zawsze „rozpoznają” wszystkim badanym to samo → psychopatię. Zawsze i u wszystkich innych osób od wielu lat jest identyczna ta sama „diagnoza” tych 2 „biegłych” oszustów z UJ.

 

  • Cały ten ponury przykład łamania wszystkich elementarnych zasad prowadzenia rzetelnego procesu, także zapisanych w polskim kodeksie postępowania karnego – trwał 9 lat, w czasie, gdy ja cały czas jestem w więzieniu.

 

  • Dzisiaj już nic nie da się udowodnić z moich tez obrony, bo najważniejsi moi świadkowie już zmarli, a ci, którzy nadal żyją, po ponad 9 latach od tragedii już niewiele pamiętają.

 

  • W Polsce po rzekomym „końcu” komunizmu w Polsce w 1989 roku – pozostawiono wszystkich bolszewickich sędziów. Ci starzy komuniści dzisiaj rządzą w polskich „sądach”. W krakowskim „sądzie” i w Sądzie Najwyższym praktycznie decyduje grupa starych komunistycznych sędziów i powiązanych z nimi starych komunistycznych profesorów uniwersytetów (szczególnie Jagiellońskiego), którzy są ze sobą powiązani na wiele sposobów – towarzysko, rodzinnie, zawodowo, powodując, że w praktyce prawo istnieje tylko w kodeksach. A „procesy” – tak jak i mój – to kpina z prawa.

 

Reasumując: przez 9 lat tendencyjnie dobierani mi sędziowie łamiąc wszelkie moje prawa do obrony uniemożliwili mi na powołanie moich świadków i moich dowodów, jedynym materiałem dopuszczonym do procesów był tylko jednostronny i tendencyjny materiał oskarżenia.  Biegli – stronniczo dobrani, na tym tendencyjnym materiale wydali opinie nie oparte o obowiązujące kryteria diagnostyczne ICD – 10 i jednocześnie uniemożliwiono mi na zadanie im konkretnych pytań o konkretne kryteria diagnostyczne (np. do rozpoznania psychopatii i innych kluczowych kwestii – jak zagadnienia mojej poczytalności).

 

Krakowski „sąd” i tak już mi totalnie zrujnował całe życie. Od 10 lat jestem w więzieniu,      nie mając rzetelnego procesu.

Dzisiaj straciłem już wszystko i to bezpowrotnie, co było dla mnie istotne w życiu – dzieci, żonę, zdrowie, pracę. Z pomocą krakowskiego skorumpowanego i dysfunkcyjnego „sądu” „poszkodowani” Rojszczakowie zagarnęli cały dorobek materialny moich 41 lat życia,      wart ok. 3 mil. zł.   Dzisiaj już nie mam kompletnie nic.

 

Proszę więc, aby chociaż Trybunał publicznie ujawnił skalę matactw w moich „procesach” prowadzonych w krakowskim „sądzie” „w imieniu RP”.

Całość dokumentu w załączeniu w PDF…..